Drodzy Czytelnicy!
Choć na co dzień znacie mnie raczej z opowiadań i kreowania fikcyjnych światów, gdzie granice są wyznaczane jedynie wyobraźnią, czasem zdarza mi się zaryzykować inną formę. I tym razem mam dla Was coś z zupełnie innej beczki – esej o relacjach, które, choć oparte na najczystszych intencjach, potrafią stać się pułapką.
Pojawił się właśnie mój tekst na portalu Smokiniata.com. I chcę się z Wami podzielić refleksją, która go zainspirowała.
To rzecz o cienkiej granicy między miłością a… tresurą. O tym, jak pod płaszczykiem troski potrafimy odebrać bliskim sprawczość i zamknąć ich w sterylnej klatce naszych własnych lęków. Wciskamy ten nieszczęsny synonim bezpieczeństwa na siłę, szyjąc bliskim miękki kaftan, bo tak łatwiej uciszyć własny strach przed ich potknięciem.
Gdy piszę opowiadania, mogę kontrolować każdy krok moich bohaterów. W życiu, w relacjach, ta chęć kontroli, ubrana w słowa: „ja tylko dbam”, staje się przemocą. Subtelną, niewidzialną, ale skuteczną. Odbieramy komuś prawo do błędu, do własnej drogi, do własnej, autonomicznej tożsamości. Troska, która nie potrafi usłyszeć słowa „nie”, staje się totalitaryzmem.
Serdecznie zapraszam do lektury całości eseju. najdziecie go TUTAJ
Wielkie dzięki dla redakcji Smokiniata.com za publikację i ciepłe przyjęcie tekstu.

