Jakiś czas zbieram się, aby tu poruszyć wyjątkowo aktualny temat: ZAKAZ TELEFONÓW W SZKOŁACH. Jako mama i obserwatorka coraz częściej mam wrażenie, że w Polsce próbujemy okiełznać technologię w życiu młodych, stając przed rozpędzonym pociągiem z drewnianą tabliczką „zakaz wjazdu” i święcie wierząc, że to załatwi sprawę.
Tymczasem w Finlandii dzieciaki w podstawówkach od małego dekonstruują mechanizmy algorytmów i dezinformacji – uczą się, jak modele językowe zmyślają fakty i w jaki sposób platformy polują na ich uwagę, żeby na niej zarabiać. W Danii wizerunek i głos człowieka są już dziś, w erze generatywnego AI, chronione na równi z prawem autorskim – odpowiednia ustawa weszła w życie. Co więcej, w Unii wyrastają gotowe standardy – jak chociażby ramowe programy AI Literacy dla edukacji podstawowej i średniej, które jasno wskazują, że rozumienie sztucznej inteligencji, jej etyki i ryzyka powinno być stałym elementem nauki, a nie ciekawostką dla chętnych.
To tylko kilka dowodów na to, że część Europy i świata powoli zaczyna rozumieć epokę, w której żyjemy. My jednak zamykamy się w mentalnym skansenie, powtarzając jak mantrę: bo NAS TAK WYCHOWANO i nie było hejtów, scamów oraz innych dziwactw… Ale przecież świat był wtedy inny!
Świat zmienił się kolosalnie w ciągu ostatnich kilkudziesięciu czy nawet kilkunastu lat. Sami nie nadążamy, a chcemy dawać przykład dzieciom i wciskać je w nasze stare gacie. Przecież my, dorośli, jesteśmy cyfrowo bezradni i niewyedukowani! Świecimy sobie ekranami po oczach przy posiłku, scrollujemy na czerwonym świetle, uciekamy w feed przed każdą minutą ciszy… Naprawdę wydaje nam się, że zakazami ochronimy dzieciaki przed tym, przed czym nie potrafimy ochronić siebie?
Prawdziwa edukacja cyfrowa nie powinna czekać. Ona powinna zaczynać się W PRZEDSZKOLU. Właśnie tam – na kolorowym dywanie, w kółku – powinno się rozmawiać o konkretnych, życiowych sytuacjach związanych z technologią:
– W jakich momentach wyciągnięcie telefonu i napisanie smsa jest w porządku, a kiedy stajemy się po prostu nieuprzejmi?
– Kiedy telefon w ręku jest zwyczajnie groźny – na przejściu dla pieszych, na schodach, w tłumie?
– Dlaczego nagrywanie kogoś bez pytania to przekroczenie granicy prywatności?
To nie jest informatyka. To podstawowa wiedza o ŚWIECIE, W KTÓRYM ŻYJEMY. Ok, jest zakaz telefonu w trakcie lekcji – sensowne, ale dziecko wychodzi ze szkoły i zakazu nie ma. A co się wtedy dzieje? Wyposzczony cyfrowo umysł od razu wsiąka w ekran, a technologiczne zombiaki grasują na przejściach dla pieszych. I czyja to wina? Dzieci? Rodziców? Przecież nie systemu edukacji… a może jednak?
Powiedzmy to jasno – sam zakaz NIE EDUKUJE i nie buduje żadnej nowej umiejętności do tego, by wejść we WSPÓŁCZESNE życie. To jest plaster na pękniętej szybie w akwarium – chwilę przytrzyma wodę, ale nie zatrzyma pęknięcia, które postępuje i z każdą chwilą przybliża nas do tragedii.
Dlatego, proszę, poza generowaniem zakazów – zacznijmy uczyć nasze dzieci funkcjonowania w cyfrowym świecie tak, jak uczymy je posługiwania się kuchenką czy nożem do krojenia – z uważnością, towarzysząc przy tej nauce, a nie oczekując, że nauczą się SAME.

